Zjednoczona Kompromitacja

Drukuj

Jakim prawem od 25 lat odmawiacie obywatelkom możliwości uczciwej, wolnej od religijnych uprzedzeń, debaty publicznej na temat ich najważniejszego prawa - prawa do decydowania o swoim zdrowiu i życiu? To wam zawdzięczamy tę fanatyczną szarżę! Dla poparcia kościoła pozwalaliście na brak edukacji seksualnej w szkołach, za to wpuściliście tam religię, finansując z naszych pieniędzy antykobiecą krucjatę antyaborcyjną!

W pamiętną środę, 10 stycznia 2018 roku, przekonałyśmy się, że jako kobiety nie mamy dziś w Sejmie żadnej reprezentacji. Stało się, stanęłyśmy wobec realnej groźby, że fanatycy religijni doprowadzą w Polsce do legalizacji tortur wobec ciężarnych. I niestety, decydujący cios padł z najmniej spodziewanego kierunku.

Za sprawą lekceważenia i kapitulacji ze strony posłów i posłanek opozycji, do dalszych prac skierowano tylko wspierany przez kościół, haniebny, niehumanitarny projekt „Zatrzymaj Aborcję”, a niemal czterysta tysięcy obywatelek i obywateli, którzy złożyli podpisy pod projektem „Ratujmy Kobiety” dostało znów od Sejmu policzek w twarz.

Jeszcze długo będzie do Polek wracało wspomnienie pełnomocniczki obywatelskiego komitetu, Barbary Nowackiej, przemawiającej do prawie zupełnie pustej Sali sejmowej. Jakże to symboliczne.

Co prawda, Nowoczesna, która podaje się za gwarantkę liberalnych wartości, próbuje zrehabilitować wizerunek i składa własny projekt liberalizacji prawa aborcyjnego, a Platforma Obywatelska wydaliła ze swoich szeregów troje posłów, którzy złamali dyscyplinę i zagłosowali przeciwko dopuszczeniu obywatelskiego projektu do dalszych prac. Jednak nie zamarkuje to faktu, że dwadzieścia dziewięcioro posłów i posłanek tej partii uciekło od głosowania. Nie da się cofnąć czasu. Dziś, w dużym stopniu za waszą winą, nasze prawa stają się jeszcze bardziej przedmiotem negocjacji PiS-u z kościołem.

Co szczególnie przykre, wielu parlamentarzystów opozycji nadal nie wykazuje żadnych oznak refleksji. Powtarzają jak zacięta płyta niedorzeczne stwierdzenie, że prawo kobiety do przerwania ciąży jest kwestią ich światopoglądu i nie mają sobie nic do zarzucenia. Nie, proszę państwa, dość tego! Prawo do przerwania ciąży nie jest kwestią waszego światopoglądu! Jest to kwestia etyczno-prawno-medyczna, priorytetowa dla każdej kobiety i jako taka, bez względu na czyjkolwiek światopogląd, zasługuje na rzetelną debatę. Prawo jest dla wszystkich, nie zaś wyłącznie osób o „jedynym słusznym” światopoglądzie.

Jakim prawem od 25 lat odmawiacie obywatelkom możliwości uczciwej, wolnej od religijnych uprzedzeń, debaty publicznej na temat ich najważniejszego prawa – prawa do decydowania o swoim zdrowiu i życiu? To wam zawdzięczamy tę fanatyczną szarżę! Dla poparcia kościoła pozwalaliście na brak edukacji seksualnej w szkołach, za to wpuściliście tam religię, finansując z naszych pieniędzy antykobiecą krucjatę antyaborcyjną!

Sukces fanatycznych zwolenników prymatu ochrony zapłodnionych jajeczek ponad życie kobiet to przede wszystkim efekt zamiatania przez was od ćwierćwiecza tematu aborcji pod dywan. Owiane tabu tzw. „kwestie światopoglądowe” to nic innego jak bezczelne narzędzie obezwładniania zwolenników racjonalnej i otwartej rozmowy na temat praw reprodukcyjnych. W polskim Sejmie od ćwierćwiecza dyskutować na temat aborcji nie tyle nie wypada, co wręcz nie wolno!

Jak świat światem, kobiety przerywały ciążę i będą to robić dalej, czy to zupełnie zdelegalizujecie czy pozostawicie te pozory humanitaryzmu, które nazywacie obrażającym inteligencję terminem „kompromis aborcyjny”, a które nie są żadnym kompromisem, tylko efektem kompromitującego was handlu prawami kobiet z kościołem.

Oficjalne statystki medyczne i doniesienia organizacji pozarządowych wskazują, że z obecnego prawa większość kobiet ze wskazaniem do legalnego przerwania ciąży nie jest w stanie skorzystać. System zależności funkcyjnych w służbie zdrowia oraz dopuszczenie patologicznej wersji klauzuli sumienia, która nie nakłada na lekarza ani ośrodek opieki zdrowotnej obowiązku przekierowania pacjentki do ośrodka, w którym może uzyskać świadczenie, powodują, że wasz „kompromis” jest martwym zapisem, którego ofiarą padają rocznie tysiące kobiet. Tysiące nieszczęść, które obciążają wasze sumienia.

Kwitnie natomiast podziemie aborcyjne. Jak pokazują badania CBOS „Aborcyjne doświadczenia Polek” z 2013 roku, w ciągu swojego życia ciążę przerwała, nie mniej niż co czwarta dorosła Polka. To właśnie im, MILIONOM dorosłych kobiet, okazujecie oburzającą pogardę i to wobec nich stosujecie przemoc w miejsce dialogu. I to one wam się wkrótce za to sowicie odpłacą.

Dziś miarka się przebrała. Kobiety mówią: dość! Nie zagłosujemy więcej na tych, którzy lekceważą nasze prawa, traktują je jako walutę w rozliczeniach z kościołem lub odkładają na później jako sprawę drugorzędnej ważności. Doskonale wiemy, o co walczymy i dlaczego kościołowi tak zależy na ograniczeniu naszych praw. Nie chodzi tu bynajmniej o życie „nienarodzonych”. Powszechnie wiadomo, że żadne zakazy nie zmniejszają liczby aborcji, a wyłącznie spychają kobiety do podziemia. Tu chodzi o władzę. Bo władza nad kobietami to władza nad całym społeczeństwem.

Dlatego tydzień po haniebnym głosowaniu znów wyszłyśmy na ulice w całej Polsce. Zaprotestowałyśmy przeciwko pogardzie i lekceważeniu, jakie okazał nam nasz Sejm – posłowie, na których głosowałyśmy. Jakże nikczemne są wypowiedzi polityków, którzy rozgłaszają, że nasz protest to podstęp lewicy, która próbuje „wypłynąć na aborcji”. Plujecie w twarze tysięcy Polek. Jakże haniebne są wypowiedzi senatora Borusewicza, który protesty Ogólnopolskiego Strajku Kobiet określił jako spisek Razem i SLD… Panie Senatorze, to niegodne. Oczekujemy na przeprosiny.

Choć nie mieści się to w głowie wielu konserwatystom, w projekcie Ratujmy Kobiety chodzi o kobiety, a nie o lewicę. Obchodzimy właśnie niechlubną 25-tą rocznicę wprowadzenia zakazu aborcji w Polsce. Jak pokazuje wieloletnie doświadczenie Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, raport z monitoringu procedur dostępu do legalnej aborcji w polskich szpitalach czy też raport Komisarza Praw Człowieka Rady Europy z 2016 roku, polskie prawo aborcyjne – już dziś jedno z najbardziej restrykcyjnych w Europie – jest nagminnie łamane, a istnieją całe regiony, gdzie nie ma w ogóle dostępu do legalnego przerwania ciąży. Penalizacja aborcji, ograniczanie dostępu do niej, nadużywanie przez lekarzy klauzuli sumienia i brak skutecznej procedury odwoławczej prowadzą tylko do potęgowania zjawiska podziemia i migracji aborcyjnych, nie zaś do zmniejszenia liczby aborcji.[i]  Trzeba być ślepcem lub draniem, by chcieć wpisać ten „kompromis” do konstytucji… Kto wciąż nie rozumie, że kobiety walczą dziś o siebie, ten stracił kontakt z rzeczywistością. Spójrzcie wreszcie prawdzie w oczy, hipokryci i nikczemnicy!

Bożena Przyłuska, Warszawski Strajk Kobiet i Stowarzyszenie Kongres Świeckości

 

 

 

 

 

[i] Stanowisko ws. Obywatelskiego projektu ustawy „Ratujmy Kobiety 2017”, Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, http://federa.org.pl/stanowisko-ws-obywatelskiego-projektu-ustawy-ratujmy-kobiety-2017/

  • Maciej Janoszko

    Zgadzam się z tym artykułem, ale żeby mieć rzeczywisty ogląd na sytuację, warto sięgnąć do liczb. PiS poparło w wyborach jakieś 15% społeczeństwa. Kościół katolicki po niedawnych badaniach twierdzi, że na mszę chodzi ok. 30% uprawnionych osób (mocno wątpię, czy aż tyle). Jakby nie patrzeć, z tych liczb wynika, że jest skąd czerpać poparcie dla idei liberalizacji prawa do aborcji – de facto twarde stanowisko antyaborcyjne narzuca większości mniejszość – kościelni radykałowie, fanatycy pro-life itd. Jednakże tak się nie dzieje – w kraju, w którym większość obywateli jest płci żeńskiej, pod kluczowym światopoglądowo projektem „Ratujmy kobiety” podpisuje się niecały 1% obywateli kraju obu płci.

    Myślę, że można przyznać, że po prostu temat prawa do aborcji nie jest dla polskich kobiet (jako ogółu) szczególnie istotny. Niską frekwencję na demonstracjach obu stron da się wytłumaczyć, ale jeśli nawet do podpisu pod projektem ciężko jedną czy drugą panią namówić, to raczej nie jest to problem, który spędza im sen z powiek. Być może to kwestia perspektywy, może niektórym paniom się wydaje, że im gwałt, urodzenie dziecka niepełnosprawnego, czy ciąża zagrażająca życiu po prostu nie grozi. Może chodzi o kwestie wizerunkowe – nie każda kobieta chce być kojarzona z nurtem feministycznym/LGBT, itd. – a właśnie z tymi środowiskami sie z reguły ruchy liberalizujące aborcję kojarzy.

    Tylko liczby nie kłamią. 1% to żadne poparcie społeczne. Wychodzi na to, że polskim kobietom zaostrzenie przepisów w kwestii aborcji w niczym nie przeszkadza.